wtorek, 23 sierpnia 2011

Jackie, jak mogłaś?!


Trzeci sezon Jackie jest doskonały. Akcja pędzi na łeb na szyję, zmierzając nieuchronnie ku Straszliwej Katastrofie. Katastrofie, przez którą wszystko się wyda, pościele się trup i nie będzie czego zbierać. Bohaterowie, których lubimy – migoczą drobnostkami, za które ich pokochaliśmy: Cooper i jego fejsbukowy ślub, Zoe blogująca

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Te piękne królowe

A więc koniec. Ostatni odcinek czwartej serii Tudorów. Przyzwyczaiłam się, oswoiłam, a teraz koniec. I żal. Przygoda z Tudorami, choć momentami zabawna i rozczarowująca, w ogólnym rozrachunku jest niewątpliwie pozytywna. 


Czwarta seria nie zaskakuje. Tak jak i wcześniej – króluje piękno i młodość, historia dzieje się przy okazji i nadal wybiórczo. Bo nie ma tu chorobliwej otyłości Henryka, tak potężnej, że musiał korzystać z maszyny, która „wciągała” go po schodach.

sobota, 6 sierpnia 2011

Happy birthday, Mr President


Wystarczyło mi jedno zdjęcie urokliwej Katie Holmes, aby w ciągu dwóch godzin rozpocząć ośmioodcinkową przygodę z The Kennedy’s. Czy to możliwe, aby biednej i udręczonej żonie scjentologa wreszcie trafiła się, inna niż reprezentacyjna, rola? Tak absurdalny pomysł wymagał błyskawicznej odpowiedzi. 

Historia rodziny Kennedy’ch jest fascynująca. Polityka, władza, seks, śmierć. Dużo śmierci. Nagłej, niespodziewanej, z cudzej ręki. Wiedzionej nienawiścią? Zazdrością? I jak właściwie wygląda życie za murami Białego Domu? Czy Pierwszej Damie podaje się herbatę a od zapinania sukienek ma osobnego służącego? Miniserial The Kennedy’s nie do końca próbuje odpowiadać na takie pytania. Zaglądamy do Białego Domu, poznajemy ludzi, ale mało tu smaczków, plotkarskich czy pornografizujących informacji. Jest przyzwoicie.


sobota, 9 lipca 2011

Straszny Saddam

Dom Saddama czekał na dysku już bardzo, bardzo długo. Zawsze na końcu listy Niezbędności Do Obejrzenia, mimo że to produkcja HBO i BBC. Cztery odcinki, każdy po ok. 56 min, rocznik 2008. I pomimo początkowego entuzjazmu, po ostatniej części okazuję się być jednak nieco zawiedziona i rozczarowana. Ale od początku.

Serial rozpoczyna sekwencja rozmowy Saddama z synami poprzedzająca ucieczkę przed nadciągającą obławą. W tym czasie żona i córki dyktatora pakują najpotrzebniejsze rzeczy. Wszyscy muszą zniknąć. To tylko wstęp, bo już za chwilę przenosimy się do roku 1979 – świadkujemy nocy, kiedy Saddam przejmuje prezydenturę Iraku. Potem pojawiają się kolejne akty gwałtu, wymordowanie opozycji, likwidacja najbliższych przyjaciół, a dalej – wojna z Iranem,

wtorek, 28 czerwca 2011

:)


Tak. To jest właśnie kryzys w związku. Mały (?) przestój, chwilowa separacja. Daliśmy sobie czas na przemyślenie. Ja i Ekran. Myślę, że w najbliższym czasie reaktywujemy nasz romans ze wzmocnioną namiętnością  :)
Tymczasem zapraszam do najnowszej Zadry, gdzie piszę o bohaterce Mad Menów – Pani Draper.




czwartek, 3 marca 2011

Gdzie jest barykada?


„Pełno tu bólu, czujecie to?” powiedziała pani detektyw szukając wyjaśnienia zbrodni, a potem: „To działa jak kuchenka gazowa? niesamowite" (zachwyt nad kuchenką elektryczną),  to tylko część smaczków, jakimi rozpoczął nas raczyć Patryk Vega w swoim nowym serialu Instynkt. Od dziś, co czwartek na TVP2, 21:45. 

środa, 16 lutego 2011

Na półmetku



Po pięciu odcinkach, czyli w połowie, piątego sezonu Big love mogę stwierdzić jedno – jest dobrze, choć mogło być lepiej. Niby wszystko w porządku, niby ciekawie, niby zaskakująco. A jednak nie do końca. Pojawia się wtórność, nieczytelność motywacji, niepewność celu działań. Postawy bohaterów polaryzują się, co upraszcza ich charakterystykę, ułatwia ocenę, a właśnie brak tej możliwości był do tej pory jedną z największych zalet Big love. Pokrętny splot miłości, tradycji, obowiązku i możliwości samorealizacji rozgrywający się na tle uwikłania w role społeczne, religijne i to, co nazywamy normalnością – to wszystko mamy i w piątym sezonie, ale już mniej świeże, mniej poruszające. 

Co się dzieje w piątym sezonie? Bill coraz intensywniej zajmuje się polityką, Margene po raz kolejny angażuje się w biznes sprzedaży bezpośredniej, Nicky przeżywa rozterki jako mama dopiero co odzyskanej córki, a Barbara pragnie święceń kapłańskich.

środa, 19 stycznia 2011

Rodzina po amerykańsku


Obraz szczęśliwej i idealnej rodziny żyjącej na przedmieściach w Stanach Zjednoczonych oglądaliśmy w kinie i telewizji wielokrotnie: uśmiechnięte twarze, dom, ogród, samochód. I witanie sąsiadów ciastem specjalnie upieczonym na ich powitanie. Wszystko urocze, uprzejme i bardzo akuratne. A pod tą skorupką niejednokrotnie dzieją się rzeczy mroczne, występne, czasem i nielegalne. 

Jedną z takich historii opowiada nam, choć nie po raz pierwszy, stacja HBO: 16.01.2011. wyemitowano pierwszy odcinek piątego sezonu serialu Big love.

czwartek, 30 grudnia 2010

Seks na kozetce

Trzy pary: dzieci, seks, sesja u terapeuty, brak dzieci, brak seksu, za dużo seksu – to właśnie codzienność bohaterów niedocenionego serialu Tell me you love me produkcji HBO. Serial pojawił się na ekranach w 2007 roku w Stanach Zjednoczonych, odcinków powstało 10. Za mało, za dużo? Choć serial ogląda się z zapartym tchem i trudno odkleić się od ekranu, ciężko powiedzieć, aby perspektywa kolejnych seansów z nieszczęściem była prawdziwie kusząca.

O co chodzi? Trzy pary lądują na kozetce psychoterapeutki. Jamie i Hugo– po dwudziestce, zakochani, radośni, wibrujący seksem zawsze, wszędzie, codziennie, planują zaręczyny, choć oboje mają problem z wiernością. Carolyn i Palek – po trzydziestce, majętni, eleganccy, bez dzieci, uprawiający seks wg zegarka owulacji. Chcą dziecka tak bardzo, że ich życie zostało przez to zdeterminowane - od seksu na zawołanie aż do sztucznego zapłodnienia. No i jeszcze Katie i David – po czterdziestce, z dwójką dzieci, za to bez seksu. Pozornie pary są szczęśliwe, żyją spokojnie, w miarę zgodnie przechodzą każdy kolejny dzień. Ale ciągle coś zgrzyta, coś pozostaje niedopowiedzianego, nieprzegadane pretensje, żale, których nikt nie umie opisać. Wszystko zostanie przepracowane dopiero w gabinecie dr May Foster.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Na początek...


Atmosfera świątecznych przygotowań w toku, prezenty, choinki, jedzenie, którego nikt nie będzie w stanie przejeść. W klimacie tego ogólnego podniecenia i niepokoju, nieomal niepostrzeżenie zakończył się jeden z bardziej radosnych spektakli, jakie miałam okazję oglądać. Miłość nad rozlewiskiem. Produkcja (na podst. powieści Małgorzaty Kalicińskiej) cudownie nudna, upstrzona żenującymi dialogami, wypełniona pretensjonalnymi bohaterami i znikomą akcją. 

Ale do rzeczy. Miłość… czyli kontynuacja Domu nad rozlewiskiem: główna bohaterka, Gosia, emigrantka z Warszawy, nadal prowadzi pensjonat. Jak wcześniej, jest tu Kaśka, Marysia, Basia, konie, strumyki, sąsiedzi. Poznajemy narcystycznego rzeźbiarza, więzienną przeszłość lokalnego dyrygenta chóru, egzaltowaną aktorkę poszukującą wyciszenia przed śmiercią. Wszyscy są przyjaźni, kulturalni, i obyci. 

Autorzy serialu za wszelką ceną chcą przekonać widza, że każda z postaci  jest warta uwagi. Za każdą winą kryje się cierpienie – np. nikt nie pije dla samego picia, ale ma głęboko zranioną i smutną duszę szukającą ukojenia w alkoholu. No ale trudno się dziwić. Rozlewisko to miejsce idealne, ludzie są dobrzy i nie mają wad. Oglądamy też ładne, kolorowe zdjęcia ładnego i kolorowego krajobrazu mazurskich łąk. Rozmyte ujęcia i zwolnione tempo sprytnie podkreślają momenty przełomowe w życiu postaci. No i znak rozpoznawczy serialu: brak akcji. Dzieje się niewiele: bohaterowie chodzą, jedzą, gotują, opowiadają o uczuciach. Ilość wydarzeń względem czasu trwania każdego odcinka znikoma. Frustracja widza – narastająca.

Jedynym rozbiciem, pozytywnym i intrygującym, tej przezroczystej i niewinnej struktury jest nieoczekiwany wątek…homoseksualny. No bo z jakiego powodu ksiądz proboszcz popada w głęboką depresję i melancholię po wyjeździe dyrygenta? Snuje się bez energii, wspomina, rozmyśla. Nic nie zostaje powiedziane wprost, pojawia się jedynie delikatna sugestia, a to już i tak dużo jak na standardy polskich seriali. Dopiero kiedy muzyk powróci – nastąpi harmonia na plebanii. To jednak temat do rozwinięcia w osobnym wpisie.

Ale pewne jest jedno. Po obejrzeniu Rozlewiska już nic nie jest takie samo. Świadomość tego, jak bardzo zły serial można nakręcić, jest właściwie krzepiąca. Na takim tle Majka zaczyna wydawać się prawdziwym arcydziełem. I mam już teraz pewność, że nic nie jest w stanie zmącić mojej miłości do seriali. I o tym będzie ten blog. O serialach, polskich i niepolskich, dobrych i złych, a czasem bardzo złych. O mediach, które zmieniają to kiedy, gdzie i jakie seriale oglądamy. Zapraszam  :)